środa, 13 listopada 2013

"Być wierzącym." - Rozkmina nr 14

W Polsce wiara (chrześcijańska) jest nie tylko
religią, ale też tradycją, rzeczą świętą.
Nigdzie tak jak w naszym kraju 
nie była tak wywyższana.
Powstało wiele pieśni
patriotycznych,
w których
obecny
jest
Bóg

  Osobiście jestem człowiekiem wierzącym, nie wstydzę się tego, nie boję się powiedzieć "Tak! Ja myślę że jest coś nad nami i nie ma według mnie co do tego wątpliwości." Ale wierzę na własny sposób, czyli coś na podstawie karmy - jeśli będę robić dobrze, będzie mi dobrze, jeśli źle, to albo nic z tego nie będę miał, albo będzie jeszcze gorzej. I przez to się rozumie, że każdy powinien stworzyć na podstawie religii stworzyć własną wiarę, bo wyznanie a wiara to co innego, bo można mieć wyznanie chrześcijańskie, a wierzyć w święte Krzesło, czy kanapkę, co kto lubi. Głupotą według mnie jest to, kiedy ktoś ślepo wierzy w to co mu powiedziano, absolutnie nie widząc tego że to nie pasuje do tego co on myśli, o ile jeszcze myśli.
  Powracając do kraju - nie sądzę, że katolicyzm w Polsce zginie. Czy tego chcemy czy nie, nie da się go zmiażdżyć, tak czy owak się odrodzi, już na tyle się wdał w naszą historię, folklor, czy tradycję, że nie da się pozbyć naszej wiary. Piszę "naszej" bo to w sumie, jest pewnego rodzaju spadek z pokolenia na pokolenie - dziadkowie rodzicom, rodzice nam przekazali tą wiarę - nie znam ludzi nieochrzczonych, może ktoś z Was zna? Dziwne prawda? W innych krajach to jest normalne, u nas ktoś bez chrztu, jest rzeczą prawie niespotykaną. 
  Kończąc to tylko tyle, że wiara jest rzeczą nieśmiertelną - jest jak zombie, które zabite powróci mimo wszystko prędzej czy później.

niedziela, 10 listopada 2013

"Trochę o nas" Rozkmina nr 12

placki                                              Dlaczego ja to robię.
Każdy może włączyć YT.
My tylko dodajemy krótki komentarz.
Wy słuchacie.
Lajkujecie
My...
  No właśnie, co my? Jesteśmy jak niepotrzebny DJ na imprezie gdzie muzykę może włączyć każdy, ale znajduje się ktoś kto się chce poczuć ważny, potrzebny, nadający rytm. 
  O dziwo jak taki "DJ" trafi w kogoś gusta zaczyna się go lubić, przyjmuje się go do towarzystwa, staje się częścią stada które wcześniej nawet nie wiedziało co o nim myśleć(jeśli pierwszy raz jest w danej grupie). Niestety, co jest najgorsze, najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Ten jeden pierwszy utwór, jeśli damy coś co reszcie się nie spodoba, już po nas. "A weź wyjdź z tym!", "Spadaj, daj coś ja puszczę". Spotkaliście się kiedyś z tym problemem? Bo ja raz, wiadomo nauka na błędach.
  Ale nie to jest tematem, tematem jest dlaczego to działa jako tako w internecie, dlaczego taka w sumie bezmyślna strona nagle jest lubiana przez tysiące, przecież tylko jedna osoba na sto spojrzy na to co tam jest udostępniane(mamy ponad 3000 lajków, a "średnią lajkową" posta jest 30 lajków). Ale to zapewne działa tak samo jak w przypadku tego co omówiłem w poprzednim akapicie - Trafimy w czyiś gust, dostajemy lajka, ten ktoś obserwuje co udostępniamy, interesuje się tym, posłucha czegoś nowego, czasem tylko czeka aż coś "jej" się pojawi. Po prostu taka aktywna playlista którą obsługujemy bez przełączania kart i nie trzeba wyłączać Fb. I pewnie to właśnie jest sensem tych stron, przypodobywanie się "internetom", poprzez dawanie czegoś co lubią. Jest też kontakt z ludźmi, rozmawiamy w komentarzach, przez wiadomości, udostępniamy ich zdjęcia. No właśnie często ta potrzeba kontaktu jest tym czymś co skłania innych do interesowania się stronami tej tematyki. Przy większej ilości "fanów" (tak jak na "Jezusie" - ponad 50 tys. lajków) chodzi też o pokazanie siebie, poprzez zdjęcia czy też pozdrowienia w poście z piosenką.

Do usłyszenia! :D


niedziela, 7 lipca 2013

Pesymizm, realizm, optymizm.

Optymista - szklanka do połowy pełna
Pesymista - do połowy pusta
Realista - woda w szklance
Ja- Pij nie marudź!
Czyli po jakiego kija niektórzy lubią widzieć bardziej czarno, inni różowo, jeszcze inni biało.
Szeroko rozumiany pesymizm nie jest mile widziany, bo kojarzy nam się z ludźmi nudzącymi, z problemami, zakompleksionymi i często nie chcemy się z takimi zadawać. Ale czy na pewno źle jest być mało pozytywnie nastawionym do życia? Otóż i czasem lepiej! 
.
.
.
.
.
.
Albo...
"FUCK NO!" Cytując "Pulp Fiction". Czy naprawdę tak bardzo chcecie sobie solić życie krzywo patrząc na świat? Może i racja - czasem kopnie w tyłek, utnie rękę, połamie kilka kości, odbierze wszystko co masz, ale czy przed tym warto o tym myśleć jakby już się to działo? No nie chcę nikogo oczywiście urazić to jest tylko co ja myślę itp itd trele morele bla bla bum bum. Mogę was pocieszyć tym - nie przejmujcie się - i tak umrzemy. Ale warto coś zostawić po sobie ale po negatywnym myśleniu nic nie zostanie. BĘDZIE DOBRZE!!

Optymiści? Do was nic nie mam. Tylko nie widźcie wszystkiego zbyt różowo bo będzie źle. 


Realizm... 
Ani to złe ani dobre - biała strefa która maluje się zależnie od sytuacji. Ani motywująca ani demotywująca. Szara strefa zimno wnioskująca co może dalej się stać.


Krótki artykuł. Nie podoba mi się. Ale opublikuję.

sobota, 1 czerwca 2013

Eksperymenta, czyli co jeśli w pisaniu pomogą mi przyjaciele.

Abstrahując? Co to tak btw?
Poznajcie Oskara - zna wiele słów, chodzący słownik, ale w tym słowniku brakuje objaśnień. Potrafi nawet własną nauczycielkę od polskiego zagiąć co dane słowo znaczy. ISTNIEJĄCE SŁOWO! Wirtuoz gitary, człowiek pozytywny i potrafi wywołać uśmiech nawet u trupa. Skąd wiem? Bo punki nawet się śmieją. Potrafiąc zagrać zębami na gitarze podbił serca połowy widowni na Open Stage'u ale i tak jakieś kilka dziewczyn było od nas "lepszych". Z nim to nawet zatrzymanie przez policję można uznać za dobry żart. Jeśli ktoś z was kiedykolwiek go spotka to będzie to najlepsze kilka minut w życiu. Polecam - Szymon M.
Gotując tak sobie... Ale nie ja.
Maja... To prawda - gotować nie umie, ale przynajmniej ugościć tak. Nie wiem co napisać ale za to spinacze obok mnie leżą - wiele kolorów. Dużo kolorów. Tak samo jak ona - bo kobieta - wiele uczuć to i kolorów wiele. Jak się takie pospina to fajna zabawa jest i cy... No wiadomo - zero nudy. Dobra więcej nie ma - jest fajna kropka koniec. 
Czeci temat....
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
HAHA Myśleliście że będzie czeci temat?! Bo nie!

piątek, 10 maja 2013

Wiosna... Jak ja nienawidzę tej piosenki i przechodniów kiedy jadę na rowerze. - Rozkmina Mentala nr 11

Wiosna nadejszła. Może i już dawno, ale nie miałem czasu napisać coś czegoś itp. itd. No tak jakoś... SIEMA! No to o czym by tu...
W połowie kwietnia zacząłem jeździć na rowerze. Z roku na rok coraz gorzej przejechać przez miasto! Kilka dróg zablokowanych - "Właśnie przeprowadzane są prace remontowe odcinka drogi na ulicy Kościuszki - przepraszamy za utrudnienia." Bla bla... Dwa lata temu wyłożyli ładny bruk który powoduje że samochody skaczą a teraz go rozkopali bo mają takie "widzi mi się". Nie no w zupełności to akceptuję i szanuję bo te stare rury by długo nie wytrzymały a kasa z Unii jest jedno razowa - albo bierzesz albo spadasz - więc musieli za te pieniążki pokopać.
No dobra ale remonty to mały problem bo ich mało. Większym problemem są "ślepi pieszy".  Ja tu wracam kulturalnie wracam ze szkoły rowerem lux że maks itp. a tu kobieta widzi mnie że jadę nagle się odwraca do wystawy sklepowej, staje w jednym miejscu a ja nic innego nie mogłem zrobić bo ciasno było jak się zatrzymać i tak hamowanie po hamowaniu. Ale głupi nie byłem i jak powtórzyło się to drugi raz (z dziesięciu) to jechałem 10 na godzinę i był spokój. Nawet nie wiecie jakie to jest denerwujące kiedy muszę na chodniku najbardziej uważać bo to ja - rowerzysta - muszę uważać na innych bo cała odpowiedzialność idzie na mnie w przypadku wypadku. Dla świętego  spokoju zacznę jeździć ulicami żeby nikt się nie denerwował że "Ty pieprzony chuliganie ale ty nie ostrożny!" kiedy to ten dupek na chama zaszedł mi drogę wiedząc że jechałem. 
Należy Wam się długi post bo mnie długo nie było.
Kiedy za oknem zaczynały się roztopy, temperatura rosła, "Romeo i Julia" czekali na przeczytanie i głupie pomysły na lato tłoczyły się w głowie ("Gdy zaczyna się lato a z latem wakacje...") "Zabili Mi Żółwia" już ogarnęli Polskę ze swoim kawałkiem "Wiosna". DOBRA KUPIĘ WAM DRUGIEGO ŻÓŁWIA ALE SPRAWCIE ABY TA PIOSENKA PRZESTAŁA ISTNIEĆ. Tak bardzo jej nienawidzę bo tak bardzo do mnie pasuje - wręcz cały walony tekst tego walonego kawałka opowiada mi o mojej pewnej histori ale już stahp, bo "gimbus się wyżala o miłości a nawet nic o tym nie wie." Może i łatwo wpada w ucho i nawet jest fajna no ale żeby nie ten tekst no ja piernicze...
Na podwórku jest zajebiście gorąco. Nałożę glany.
Bo taką własnie teraz wyznaję zasadę. Od kiedy przysłali mi moje trampoloty Steele wychodzę w nich kiedy mam na to okazję - może dla przykładu dziś nieźle się w nich napociłem ale za to szybciej zrzucę niepotrzebną masę. No ale gdybym nie łaził ciągle na słońcu taka sytuacja by się nie zdarzyła - na cieniu nawet chłodno było. Mimo wszystko kalosze zajebiste, wygodne i jestem z nich zadowolony.
Nogi bezpieczne ale teraz gitara...
Zbieram  i zbieram ale hajs się nie zgadza... Zawezmnę wreszcie gitarę i idę na ulicę grać bo w takim tempie nowej gitary mieć nie będę przez kilka lat. Jak mi się uda to może i w dwa lata coś porządnego sobie zafunduję... Ale to przyszłość, czyli wymiar czasu bardziej dręczący niż przeszłość czyli o tym nie gadamy. 
Dobra. Wygadałem się. Pis Joł.
Wyguglowałem "Pis joł"  - internecie przestań. 

środa, 6 lutego 2013

Aktualności i kilka odpowiedzi. - Rozkmina nr 10


Kilka dni temu patrzę na statystyki - koło 400 wejść.
Dziś - ponad 1216. 653 z nich były na post o Ryboszu i 1D.
Zdziwiło mnie to. Zastanowiłem się, kto i gdzie to udostępnił. 
Wiedząc, że przyciągnęło to uwagę, postanowiłem to tym więcej napisać, czyli dopowiedzieć kilka rzeczy o których nie powiedziałem, a muszę.
Z góry przypominam, że odpowiadam według tego, co ja myślę i jakie mam na ten temat zdanie.


  Pierwszym kometarzem, który opiszę/odpowiem/cokolwiek na ten temat powiem będzie ten: 
"Owe obrazki były wrzucone przez "żołnierzy" że się tak wyrażę którzy nie do końca rozumieją "przesłanie" strony.
Nie chodzi to u hejcenie 1D, jest to zespół jak zespół i nie mam zamiaru wypowiadać się o talencie poszczególnych członków.
to jest "Beka z FANEK' ,madafaka z FANEK 1D" nie z samego zespołu. Ludzią odbija szajba bo mają ofiarę, która sama się nie obroni. I tak rozpoczęła się wojna
METAL versus 1D
ave"


Skoro ci żołnierze nie zrozumieli przesłania strony to czemu im go nie wytłumaczyć? Poza tym, same "hejcenie" fanek nic nie da - wyzywanie, gnębienie i straszenie tylko umacnia je w swoich przekonaniach - nie przestaną, bo będą robić coś na przeciw woli większości - czyli coś niby zakazanego, a zakazane smakuje najlepiej. Czyli wzmacniamy mur, a nie go burzymy.
Nienawiść jest dzielona na zespół i na fanki, czyli najlepiej zmienić nazwę strony na "Hejt Wobec 1D i Ich Fanom" i wszystko będzie prawdą i nie będzie trzeba się czepiać do słów.
Ostatnia kwestia - "METAL versus 1D"? Czy przedstawiciele muzyki metalowej (czyli zespoly) "hejtują" 1D? Nie, nie wypowiadają się wobec tego, bo to nie ich sprawa, więc określenie, że cały gatunek muzyczne "walczy" z jednym zespołem - to niestey, gówno prawda. Sorry, źle to określiłeś. Wychodzi na to, że moje stweirdzenie, "Rybosz vs 1D" jest bardziej... hmm... Trafne? Tak, To to - bardziej trafne.

Następny komentarz: 
"Niektóre fanki nie są do końca "normalne". Rozumiem, że można słuchać jakiegoś zespołu itd. i jakiś członek tej grupy może się podobać, ale żeby wymyślać te iMaGiNy o chłopakach z 1D to już chyba jest obsesja która jest brana pod uwagę jako choroba psychiczna."

Tak, to co napisałaś się zgadza i sam zapomniałem o tym napisać. Dobrze zauważyłaś problem.

Na resztę komentarzy nie muszę odpowiadać.

Pozdrawiam - Szymon, przynamniej poznajcie moje imię.

Narazie.    

sobota, 2 lutego 2013

"Wyznanie" i brak wyobraźni. Rozkmina nr 9

  Szczerze? Nigdy nie mam zaplanowane, co chcę napisać. No chyba że praca domowa z polaka - temat już jest narzucony.
Właśnie. Ani razu na polskim na polskim nie mieliśmy pracy domowej "Napisz opowiadanie na dowolny temat." Dlaczego? Bo nauczyciele obawiają się, że wymówką będzie "Nie napisałem, bo nie miałem pomysłu"? Przecież nie ważne jaka będzie wymówka to nauczyciel i tak powie, że "Ale to cię nie zwalnia z obowiązku. Siadaj, jedynka." Jeśli nie masz inspiracji - popatrz za okno. Raz nawet napisałem pokaźny tekst o tym, co mnie denerwuje w mieście. Oczywiście nie zauważyłem, że utraciłem połaczenie z netem już na początku pisania i "cały misteny plan w pizdu..."
Klasyka polskiego kina... Powróćmy do tematu. Niech kochany nauczyciel wreszcie podda próbie naszą wyobraźnię (mimo iż tej 3/4 złotej polskiej młodzieży nie ma).
Właśnie zauważyłem problem. Brak wyobraźni. Zero. Null. Ani krztyny. Zaczynam rozumieć nauczycieli. Wiedzą, że taka praca uczniom się nie uda. Wiedzą, że większość klasy pospisuje. Bo po co wytęrzać coś, czego się nie ma? Raz moja klasa była tak bezczelna, że ponad 15 osób zkserowało od jednej osoby ten sam tekst. Oczwiście pani to nie wzruszyło, postawiła ponad pietnaście jedynek i nadal miała ten sam stosunek do tej większości - idiotyczne orangutany (nie chcę oczywiście obrażać małp). Zrobili tak, mimo tego, co ciągle powtarza Pani od chemii:

 "Komu chcecie zrobić na złość? Mi? Rodzicom? Wam samym? Innym nauczycielom? Bynajmniej nam (nauczycielom) na złość nie zrobicie, bo jesteście kolejną z wielu klas, z którymi mamy do czynienia przez 3 lata, a potem przemijacie z wiatrem. Osobiście pamiętam tylko klasy, z którymi miałam wychowastwo i dobrych uczniów. Takich szczyli jak kilku z was pozapominałam." - Pani od Chemii.

Podsumowując - taki "atak" nie miał sensu. Zupełnie jak hejtowanie. Coś tam coś tam i z głowy wypada. Jednym uchem wchodzi, drugim wychodzi.
Pustka po złych wspomnieniach.

  Mnie te wszystkie złe wspominenia, moje pomki, porażki, idiotyczne postępowania, itp. itd. zostają w głowie na długi czas i na ich postawie uczę się jak postępować i jak tego unikać.
  KONIEC

sobota, 26 stycznia 2013

Miłosna Psychodela - Rozkmina nr chuj mnie to obchodzi która. Jebać numerki ^.^

Bezsenność, przewracanie się w łóżku jakby w gorączce, a gdy już zaśniesz, koszmary lub niby piękne sny o niej/nim. Strata chęci życia co jakiś czas, dosłowny ból w sercu na widok niej/niego. 

To wszystko mi ostatnio towarzyszy. Zły stan. Bardzo zły. Lepsza jest gorączka 40 stopni celcjusza niż to, bo przy takiej temperaturze w kilka godzin można zginąć, a tu nie.

A o co tu chodzi? Chodzi mi o zakochanie (nie zauroczenie - zakochanie, to dwa różne pojęcia). Jest tak kiedy mamy niby wiedzę o tym, że osoba, do której czujemy coś o pierdyliard więcej niż do przyjaciela jest dla nas do tego nieosiągalna. Najgorsza bezsilność ze wszystkich. 

Los mnie kopie w dupę ciągle i bez ustanku, gdy coś próbuję. 
TYLE.
KROPKA
tfu...
KROPA
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nie współczujcie mi, bo to niebezpieczne.

piątek, 11 stycznia 2013

"FIDES, czyli 9 lat świetlnych od Ziemi" Rzkmina nr 6



Strona tytułowa książki.
  Dzisiaj nie napiszę "normalnej" rozkminy. Dzisiaj zajmę się recenzją książki nieznanej, a tak serio to znanej tylko przez kilku ludzi. Dlaczego tak słabo? Bo została ona naspisana przez moją przyjaciółkę. Trafiła w moje ręce jakieś dwa dni temu i wsiąkałem ją przed zaśnięciem, w autobusie, w szkole, na podwórku przy minusowej temperaturze. Gdyż ponieważ bo jak na początkującą pisarkę (14 lat) to jest to majstersztyk. Idealna na każde warunki i na każdy nastrój. Polecę ją już w tej chwili, gdyż dalszy opis trochę mi zajmie i nie chcę zapomnieć. Tak więc - polecam z całego serca i zachęcam do kupienia jej, jeśli kiedyś trafi do księgarni (narazie jest spisana w zeszycie).
                                  Przejdźmy do rzeczy...
  Akcja dzieje się w odległej o 9 lat świetlnych galaktyce Nike, zamieszkanej przez samych polaków (zaraz wytłumaczę dlaczego). Jest rok 4021, a życie na Ziemi już wiele lat wcześniej stało się nie możliwe, więc każde państwo wybudowało statki kosmiczne, aby znaleźć nowe miejsce do życia. Oczywiście Polacy jak to Polacy mieli "farta" i znaleźli swoje gniazdko po (jak już było wspomniane) 9 latach świetlnych drogi od Ziemi (żeby nie było - statki były z napędem "świwetlnym", więc poruszały się z szybkością światła). Ale to nie było byle jakie gniazdo! 6 planet podobnych do Ziemi (zarówno jak fauną jak i florą) i w dodatku idealnych do zamieszkania.  
Zistena - głowna bohaterka.
  Głowną bohaterką jak i narratorką jest Zistena. Mająca wielu przyjaciół i bardzo liczną rodzinę (jak i najbliższą, jak i dalszą). Miewa ona normalne problemy nastolatek, ale jest coś, co wyróżnia ją trochę od innych. Jest to moc. Moc lewitacji (przedmiotów). Jest to moc małó spotykana wśród wszystkich jakie istnieją. A o co chodzi z tymi mocami? Otóż każda galaktyka ma coś co ją różni od innych - rzecz niepowtarzalna, która jest podarowywana dzieciom w różnych wieku w różnych oklicznościach. Polakom trafiły się akurat moce (różne - od "super szybkości" po teleportację). W czesie wakacji Zistena podróżuje po różnych planetach za pomocą pojazdu zwanego "nadpumem" (taki samochód międzyplanetarny). Przez całą książkę poznajemy wielu przyjaciół, rodzinę (w doddatku niecałą). Zakończenie ksiązki jest pocieszające za względu na to, że we wcześniejszych rozdziałach dzieją się rzeczy przygnębiające i trudne dla Zisty.
Rafitia - jedna z ważniejszych przyjaciółek Zisty.
   Tyle jeśli chodzi o opis książki. Przejdźmy do innych konkretów. Aby ta książka (właściwie to seria, bo kolejna część w drodze) została wydana, to musi mieć trochę wcześniejszego rozgłosu, czyli odezwu od ludzi, czy jak taka lektura się pojawi, to czy będzie jakieś branie. Więc mam nadzieję, że moja wstępna recenzja was zachęci do kupna, w wypadku wydania jej. Osobiście czuję, że może ona osiągnać sukces, bo jest to pierwszy taki obraz przyszłosci. Taki... Zadziwiająco normalny i... Nie różniący się od dzisiejszych realiów.
  Żeby nie było - napisałem tę recenzjo-zachęcenie bezinteresownie, nie spodziewam się z tego jakiejś mojej działki. Przyjaciółka sama siś napracowała i należy jej się. 
  Ostatni raz dziękuję za przeczytanie moich wypocin i polecam raz ostatni.
                                                                                  Polecam,
Mój podpisik


piątek, 4 stycznia 2013

Brak tematu. Rozkmina nr 5

  UWAGA - SERIA "BLOG Z DUPY I NIE POUKŁADANY"
  Brak tematu do rozmowy jest zazwyczaj ostatnim tematem jaki się porusza, bo oczywiście wtedy, kiedy nie o czym rozmawiać. 
  Ale kiedy nie ma o czym rozmawiać? Wtedy, kiedy dwie osoby tak dużo ze sobą konwersują, że kiedy się spotykają nie mają o czym rozmawiać. 
  Wtedy następuje niezręczna cisza.... I nagły zwrot "Widzisz? tak dużo ze sobą rozmawiamy, że teraz nie mamy o czym." Przynajmmniej ja tak zwykle mówię. Tak samo z tym blogiem, ale w tym przypadku to nie miałem pomysłu i to mi przyszło do głowy to piszę. "Bikoz czemu by nie?".

  Tak wygląda mój umysł, gdy piszę bloga - tysiące myśli przeplatających się nawzajem na pierdyliard różnych sposobów co powoduje, że jeden akapit piszę, poprawiam, usuwam przez  pół godziny zanim wam dam do przeczytania.
  A tak jest jak skończę i będę wiedział, że było to dobre. Bo to było kurwa dobre. I wtedy nie pisz przez długi czas, bo wiedziałem, że to co zrobiłem było dobre, tak samo tym razem. Było to dobre zanim nawet zacząłem, jest to dobre i będzie to kurde dobre, bo ja to wiem. I wy to wiecie, i wasze babcie to wiedzą, i mamy, taty, dziadkowie, wójkowie i wszelkie inne stworzenia myślące. Wrzucam tak jak napisałem - za jednym zamachem. 
Bo wiem, że to kurwa dobre.
Narazie.

czwartek, 3 stycznia 2013

Kościół w oczach młodzieży - "Autorytet księży". Rozkmina nr 4


  Uhh... Temat trudny, temat rzeka. Dlatego nie będę pisał o wszystkim naraz tylko o rzeczach, o których mam do powiedzenia.
  Ale to co chciałem poruszyć, to sytuacja, która miała miejsce dziś na lekcji, kiedy to mieliśmy zajęcia z panią pedagog i ona puściła nam film na temat uzależnień komputerowych. Prowadzącym programu był... Ksiądz. Co wywołało śmiech na sali i już ogólne "wyjebane" klasy na to o czym tam mówią. Gdyby na prowadzącego dali no nie wiem... Hardkorowego Koksa, to by było chociaż minimalne zainteresowanie, no ale ksiądz?
  A i jeszcze potem był wywiad z księdzem-psychologiem. Tu już z bananem na ustach mogłem sam stwierdzić, że będzie kazanie, które do niczego nie prowadzi. Ksiądz... Psycholog... Dwie rzeczy, które nie mają punktów stycznych, które się wykluczają jakkolwiek je porównać, czyli RELIGIA i NAUKA(w sensie doświadczeń, naukowców itp.)
  Księża stracili w dzisiejszych czasach szacunek, który mieli w czasach, kiedy człowiek nie umiejąc pojąć wielu rzeczy sięgał po poradę idąc do kościoła. Lub modlił się, bo nie miał, lub nie mógł mieć wpływu na to, co się dzieje. Dziś, kiedy można pójść, załatwić, mieć to "coś" z głowy taka porada od księdza, pomodlenie się, nie ma sensu. Bo raczej w przypadku, kiedy nie mam jak spłacić długu, to nie pójdę do kościoła i będę się modlić o kasę z nieba, tylko pójdę pracować, zarobić, spłacić i mieć to w D.
  
  Czyli "wielkim" podsumowaniem jest to, że instytucja kościoła, w kontekście materialnym nie ma już większego znaczenia. Wszyscy zaczęli mieć własne poglądy, a takich ludzi kościół nie chce (ale to z innej beczki). Tyle mojego pierniczenia. Najlepiej żebyście sami popatrzyli na tą sprawę i sami w tym sens znaleźli, bo tak będzie najlepiej. Aha, i mam nadzieję że zrozumieliście mój tok rozumowania. 
                                       NARAZIE!