czwartek, 20 listopada 2014

To wszystko chemia.

   Razu pewnego dotknięty zostałem klątwą, która nazywa się w polskim języku jako "miłość". Taka piękna nazwa, a ile złego ze sobą nosi!
   Od wieków mężczyźni walczyli o kobiety. zaczynając już do starożytności, wojna Trojańska oczywiście jakie miała podłoże? Zgadliście. O kobietę. Dwóch facetów się znalazło, co jeden drugiemu cycki jego najukochańsze podprowadził. I to nie z winy kobiety, tylko poniekąd otóż pana, co ją od bogów dostał, a ona nic do gadania nie miała!
    No bo w takich sporach najbardziej poszkodowana jest płeć piękna, a nasze obiekty westchnień chcą tylko faceta, co można się do niego przytulic, a ten je wesprze silną ręką. Ale! Problem zaczyna się w miejscu, gdzie wiadomo, że to nie ta ręka, co trzeba i jest do wyboru druga ręka, co też się nie nadaje, a mimo to, którąś z tych rąk wybierze... 
    Chyba już sobie myślicie -  "chłopak się nie postarał i zajęli mu laskę". Otóż nie w tym sedno sprawy! Mianowicie denerwuje mnie fakt, iż pewne "silne ręce" działają bardziej jako predatory, skaczące od ofiary do ofiary. Jak na jednej się najedzą, to na kolejny kwiatek, żeby tego też spróbować, dwa miesiące i lecą dalej. Chamstwo nad chamstwami! I tylko czekać aż karma się odezwie i takim się dostanie...
     W moim przypadku jest to o tyle denerwujące, że się nie bawię w chodzenie, bo jest szkoła, obowiązki, staram się jak mogę, żeby nie zaprzątać sobie "żadną" głowy. Znaczy się jak najbardziej mógłbym szukać sobie mojej drugiej połówki, ale jestem niestety takim typem, że to łatwo i prosto nie pójdzie.
     No to się wypisałem, może nie najlepiej, ale będę niedługo pisać lepiej. 



P  I  E  S

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz