sobota, 26 stycznia 2013

Miłosna Psychodela - Rozkmina nr chuj mnie to obchodzi która. Jebać numerki ^.^

Bezsenność, przewracanie się w łóżku jakby w gorączce, a gdy już zaśniesz, koszmary lub niby piękne sny o niej/nim. Strata chęci życia co jakiś czas, dosłowny ból w sercu na widok niej/niego. 

To wszystko mi ostatnio towarzyszy. Zły stan. Bardzo zły. Lepsza jest gorączka 40 stopni celcjusza niż to, bo przy takiej temperaturze w kilka godzin można zginąć, a tu nie.

A o co tu chodzi? Chodzi mi o zakochanie (nie zauroczenie - zakochanie, to dwa różne pojęcia). Jest tak kiedy mamy niby wiedzę o tym, że osoba, do której czujemy coś o pierdyliard więcej niż do przyjaciela jest dla nas do tego nieosiągalna. Najgorsza bezsilność ze wszystkich. 

Los mnie kopie w dupę ciągle i bez ustanku, gdy coś próbuję. 
TYLE.
KROPKA
tfu...
KROPA
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Nie współczujcie mi, bo to niebezpieczne.

piątek, 11 stycznia 2013

"FIDES, czyli 9 lat świetlnych od Ziemi" Rzkmina nr 6



Strona tytułowa książki.
  Dzisiaj nie napiszę "normalnej" rozkminy. Dzisiaj zajmę się recenzją książki nieznanej, a tak serio to znanej tylko przez kilku ludzi. Dlaczego tak słabo? Bo została ona naspisana przez moją przyjaciółkę. Trafiła w moje ręce jakieś dwa dni temu i wsiąkałem ją przed zaśnięciem, w autobusie, w szkole, na podwórku przy minusowej temperaturze. Gdyż ponieważ bo jak na początkującą pisarkę (14 lat) to jest to majstersztyk. Idealna na każde warunki i na każdy nastrój. Polecę ją już w tej chwili, gdyż dalszy opis trochę mi zajmie i nie chcę zapomnieć. Tak więc - polecam z całego serca i zachęcam do kupienia jej, jeśli kiedyś trafi do księgarni (narazie jest spisana w zeszycie).
                                  Przejdźmy do rzeczy...
  Akcja dzieje się w odległej o 9 lat świetlnych galaktyce Nike, zamieszkanej przez samych polaków (zaraz wytłumaczę dlaczego). Jest rok 4021, a życie na Ziemi już wiele lat wcześniej stało się nie możliwe, więc każde państwo wybudowało statki kosmiczne, aby znaleźć nowe miejsce do życia. Oczywiście Polacy jak to Polacy mieli "farta" i znaleźli swoje gniazdko po (jak już było wspomniane) 9 latach świetlnych drogi od Ziemi (żeby nie było - statki były z napędem "świwetlnym", więc poruszały się z szybkością światła). Ale to nie było byle jakie gniazdo! 6 planet podobnych do Ziemi (zarówno jak fauną jak i florą) i w dodatku idealnych do zamieszkania.  
Zistena - głowna bohaterka.
  Głowną bohaterką jak i narratorką jest Zistena. Mająca wielu przyjaciół i bardzo liczną rodzinę (jak i najbliższą, jak i dalszą). Miewa ona normalne problemy nastolatek, ale jest coś, co wyróżnia ją trochę od innych. Jest to moc. Moc lewitacji (przedmiotów). Jest to moc małó spotykana wśród wszystkich jakie istnieją. A o co chodzi z tymi mocami? Otóż każda galaktyka ma coś co ją różni od innych - rzecz niepowtarzalna, która jest podarowywana dzieciom w różnych wieku w różnych oklicznościach. Polakom trafiły się akurat moce (różne - od "super szybkości" po teleportację). W czesie wakacji Zistena podróżuje po różnych planetach za pomocą pojazdu zwanego "nadpumem" (taki samochód międzyplanetarny). Przez całą książkę poznajemy wielu przyjaciół, rodzinę (w doddatku niecałą). Zakończenie ksiązki jest pocieszające za względu na to, że we wcześniejszych rozdziałach dzieją się rzeczy przygnębiające i trudne dla Zisty.
Rafitia - jedna z ważniejszych przyjaciółek Zisty.
   Tyle jeśli chodzi o opis książki. Przejdźmy do innych konkretów. Aby ta książka (właściwie to seria, bo kolejna część w drodze) została wydana, to musi mieć trochę wcześniejszego rozgłosu, czyli odezwu od ludzi, czy jak taka lektura się pojawi, to czy będzie jakieś branie. Więc mam nadzieję, że moja wstępna recenzja was zachęci do kupna, w wypadku wydania jej. Osobiście czuję, że może ona osiągnać sukces, bo jest to pierwszy taki obraz przyszłosci. Taki... Zadziwiająco normalny i... Nie różniący się od dzisiejszych realiów.
  Żeby nie było - napisałem tę recenzjo-zachęcenie bezinteresownie, nie spodziewam się z tego jakiejś mojej działki. Przyjaciółka sama siś napracowała i należy jej się. 
  Ostatni raz dziękuję za przeczytanie moich wypocin i polecam raz ostatni.
                                                                                  Polecam,
Mój podpisik


piątek, 4 stycznia 2013

Brak tematu. Rozkmina nr 5

  UWAGA - SERIA "BLOG Z DUPY I NIE POUKŁADANY"
  Brak tematu do rozmowy jest zazwyczaj ostatnim tematem jaki się porusza, bo oczywiście wtedy, kiedy nie o czym rozmawiać. 
  Ale kiedy nie ma o czym rozmawiać? Wtedy, kiedy dwie osoby tak dużo ze sobą konwersują, że kiedy się spotykają nie mają o czym rozmawiać. 
  Wtedy następuje niezręczna cisza.... I nagły zwrot "Widzisz? tak dużo ze sobą rozmawiamy, że teraz nie mamy o czym." Przynajmmniej ja tak zwykle mówię. Tak samo z tym blogiem, ale w tym przypadku to nie miałem pomysłu i to mi przyszło do głowy to piszę. "Bikoz czemu by nie?".

  Tak wygląda mój umysł, gdy piszę bloga - tysiące myśli przeplatających się nawzajem na pierdyliard różnych sposobów co powoduje, że jeden akapit piszę, poprawiam, usuwam przez  pół godziny zanim wam dam do przeczytania.
  A tak jest jak skończę i będę wiedział, że było to dobre. Bo to było kurwa dobre. I wtedy nie pisz przez długi czas, bo wiedziałem, że to co zrobiłem było dobre, tak samo tym razem. Było to dobre zanim nawet zacząłem, jest to dobre i będzie to kurde dobre, bo ja to wiem. I wy to wiecie, i wasze babcie to wiedzą, i mamy, taty, dziadkowie, wójkowie i wszelkie inne stworzenia myślące. Wrzucam tak jak napisałem - za jednym zamachem. 
Bo wiem, że to kurwa dobre.
Narazie.

czwartek, 3 stycznia 2013

Kościół w oczach młodzieży - "Autorytet księży". Rozkmina nr 4


  Uhh... Temat trudny, temat rzeka. Dlatego nie będę pisał o wszystkim naraz tylko o rzeczach, o których mam do powiedzenia.
  Ale to co chciałem poruszyć, to sytuacja, która miała miejsce dziś na lekcji, kiedy to mieliśmy zajęcia z panią pedagog i ona puściła nam film na temat uzależnień komputerowych. Prowadzącym programu był... Ksiądz. Co wywołało śmiech na sali i już ogólne "wyjebane" klasy na to o czym tam mówią. Gdyby na prowadzącego dali no nie wiem... Hardkorowego Koksa, to by było chociaż minimalne zainteresowanie, no ale ksiądz?
  A i jeszcze potem był wywiad z księdzem-psychologiem. Tu już z bananem na ustach mogłem sam stwierdzić, że będzie kazanie, które do niczego nie prowadzi. Ksiądz... Psycholog... Dwie rzeczy, które nie mają punktów stycznych, które się wykluczają jakkolwiek je porównać, czyli RELIGIA i NAUKA(w sensie doświadczeń, naukowców itp.)
  Księża stracili w dzisiejszych czasach szacunek, który mieli w czasach, kiedy człowiek nie umiejąc pojąć wielu rzeczy sięgał po poradę idąc do kościoła. Lub modlił się, bo nie miał, lub nie mógł mieć wpływu na to, co się dzieje. Dziś, kiedy można pójść, załatwić, mieć to "coś" z głowy taka porada od księdza, pomodlenie się, nie ma sensu. Bo raczej w przypadku, kiedy nie mam jak spłacić długu, to nie pójdę do kościoła i będę się modlić o kasę z nieba, tylko pójdę pracować, zarobić, spłacić i mieć to w D.
  
  Czyli "wielkim" podsumowaniem jest to, że instytucja kościoła, w kontekście materialnym nie ma już większego znaczenia. Wszyscy zaczęli mieć własne poglądy, a takich ludzi kościół nie chce (ale to z innej beczki). Tyle mojego pierniczenia. Najlepiej żebyście sami popatrzyli na tą sprawę i sami w tym sens znaleźli, bo tak będzie najlepiej. Aha, i mam nadzieję że zrozumieliście mój tok rozumowania. 
                                       NARAZIE!