Uhh... Temat trudny, temat rzeka. Dlatego nie będę pisał o wszystkim naraz tylko o rzeczach, o których mam do powiedzenia.
Ale to co chciałem poruszyć, to sytuacja, która miała miejsce dziś na lekcji, kiedy to mieliśmy zajęcia z panią pedagog i ona puściła nam film na temat uzależnień komputerowych. Prowadzącym programu był... Ksiądz. Co wywołało śmiech na sali i już ogólne "wyjebane" klasy na to o czym tam mówią. Gdyby na prowadzącego dali no nie wiem... Hardkorowego Koksa, to by było chociaż minimalne zainteresowanie, no ale ksiądz?
A i jeszcze potem był wywiad z księdzem-psychologiem. Tu już z bananem na ustach mogłem sam stwierdzić, że będzie kazanie, które do niczego nie prowadzi. Ksiądz... Psycholog... Dwie rzeczy, które nie mają punktów stycznych, które się wykluczają jakkolwiek je porównać, czyli RELIGIA i NAUKA(w sensie doświadczeń, naukowców itp.).
Księża stracili w dzisiejszych czasach szacunek, który mieli w czasach, kiedy człowiek nie umiejąc pojąć wielu rzeczy sięgał po poradę idąc do kościoła. Lub modlił się, bo nie miał, lub nie mógł mieć wpływu na to, co się dzieje. Dziś, kiedy można pójść, załatwić, mieć to "coś" z głowy taka porada od księdza, pomodlenie się, nie ma sensu. Bo raczej w przypadku, kiedy nie mam jak spłacić długu, to nie pójdę do kościoła i będę się modlić o kasę z nieba, tylko pójdę pracować, zarobić, spłacić i mieć to w D.
Czyli "wielkim" podsumowaniem jest to, że instytucja kościoła, w kontekście materialnym nie ma już większego znaczenia. Wszyscy zaczęli mieć własne poglądy, a takich ludzi kościół nie chce (ale to z innej beczki). Tyle mojego pierniczenia. Najlepiej żebyście sami popatrzyli na tą sprawę i sami w tym sens znaleźli, bo tak będzie najlepiej. Aha, i mam nadzieję że zrozumieliście mój tok rozumowania.
NARAZIE!