wtorek, 3 marca 2020

Ode mnie dla Ciebie

          Pewnego dnia poznałem pewną dziewczynę. Niezwykłą osobę o jeszcze bardziej ciekawej historii, której niestety nie zdążyłem poznać. Jak większość moich znajomości i uczuć była to przygoda szybka, wartka i wyrazista. Nie byłem w stanie jej zawsze zrozumieć, nie wiem czy kiedykolwiek będę. Jednakże w tym doświadczeniu zauważyłem parę lekcji, które warto zapamiętać.

          Lekcja pierwsza: o miłości. Wspaniałe uczucie. Miłość. Idylla ponad wiekowa. Cel i marzenie każdego człowieka o dozie najmniejszej nawet uczuć. Jedni opisują ją jako płonący krągm inni jako poświęcenie na krzyżu, a jeszcze inni jako morze podczas sztormu. Uważam jednak, że każdy z tych autorów zapomina o najważniejszym przymiotniku tego uczucia. O wieloobliczowości, jeśli istnieje takie słowo. Co ma się przez to rozumieć? Otóż to, że miłość nie zawsze oznacza to samo. czasami jest to oddanie, innym razem współpraca, ale też pragnienie posiadania. Poczekaj, nie zarzucaj autorowi despotyczności. Pragnienie posiadania jest samolubne. Dążenie do wyłączności jest rzeczą ludzką. Bo zadaj sobie to pytanie - czy gdybym mógł/mogła mieć nieskończone własne szczęście, to czy bym tego nie niechciała/chciał? Ktoś może kochać tak mocno, że zrobi wszystko żeby kogoś mieć. Przestanie widzieć. Nawet samego siebie.

          Lekcja druga: o wierności. Ah, jakie to uczciwe i wspaniałe. Jak pierś się raduje, gdy można komuś zaufać nie bojąc się własnej niewiedzy. Kiedy wiemy, że ktoś, powtarzając, w sposób uczciwy, odda się swoim potrzebom pamiętając o kimś dla nas ważnym. To też zauważyłem. Nie zakładajmy, że wierność to ograniczenie. Wierność to zaufanie, że nie złamiemy wspólnych zasad kiedy takie istnieją i o nich wiemy. Oznacza to nawet złamanie serca, uporządkowanie swoich spraw i w sposób zgodny z zasadami przywrócenie dawnego porządku rzeczy. Jeśli wszechświat czegoś chce, to nie przeciwstawimy się temu, nie ważne co zrobimy. Bądźcie uczciwi.

          Lekcja trzecia: o sobie. O tobie. O nas. O każdym. O każdym demonie, który rezyduje w nas należy pamiętać. Przeciwstawić się im, w znaczeniu wyjśćim na przeciw. Wyprowadzić je na wierzch i powiedzieć sobie i im "od dzisiaj działamy razem. Nikt nie przejmuje kontroli. Harmonia i równowaga. Jak w przyrodzie". Pogodzić się z kimś nie jest trudno. Parę ładnych słów, kilka uśmiechów, kwiaty, czekolatki, argumentacja podstawiona tym co kto lubi. Najcięższym jednak głazem do wniesienia na górę jest jednak ten sam człowiek który go pcha. Wszystko zależy od nas i od tego jak dużo woli i pamięci o nas samych jest w nas. Nie zapominajmy o naszych demonach. Rozmawiajmy z nimi.

          Drogą kroczymy dalej, zaraz kolejny zakręt, później kolejny. Nie zatrzymujcie się.