"Życie jako cykliczny proces destrukcyjno-budujący podlega pytaniu co początkuje ten proces destrukcja czy budowa ? Sugerując się stwierdzeniem „destrukcja dominuje” wyciągamy wniosek, że same narodziny są aktem destrukcji człowieka a jedyną budującą siłą są walory życia."
"Bardzo ładnie powiedziane, ale jak rzekła młodziutka Cerro do księcia Vridanka na ich pierwszej schadzce: ładna to rzecz, ale czy ma jakieś zastosowanie praktyczne?"
Otóż życie jak dla mnie to długa przejażdżka, więc warto rozkoszować się drogą, wybrać ją jak najdłuższą. Dzisiaj czuję to jak nigdy. Wyboje, progi zwalniające, brak towarzyszy podróży. Moja podróż aktualnie się wydaje, jakby cierpiała na wszystkie te problemy.
Jednakże okazuje się, że jest to chwilowe odczucie, niepoparte praktyką. Wystarczyło pół godziny aby okazało się, że jedyne co się stało, to przebita opona, którą zaraz inni użytkownicy drogi pomogli mi wymienić, a nawet pokazali dalszy kierunek. Tym samym dali o wiele więcej niż pomoc, klucze i zamienne koło. Zostałem obdarzony spokojem, nadzieją i perspektywą dalszej wycieczki życia.
Uwielbiam takie momenty w życiu. Ponieważ kiedy już się wydaje, że gorzej być nie może, że kochana już nie wróci, pracodawca się odwraca, a ty nic nie umiesz na egzaminy, znajduje się złoty środek, strużka światła. Tą wiecznie pozytywną latarnią są nie kto inny, jak przyjaciele. Wystarczy tylko nie zapomnieć o nich, a oni nie zapomną o tobie. Poza tym, trochę adrenaliny też się przydaje, ścisk w gardle z powodu niepewnych uczuć i przyszłości pobudza do istnienia, daje znać, że serducho bije, a to co widzisz wokół siebie, jest prawdziwe, że nic w Matrixie się nie psuje.
Przydałaby się jakaś dobra wena, temat na który się rozpiszę, tęsknię za tym.
d o u s ł y s z e n i a