piątek, 18 maja 2018

Nie ważny jest cel - ważna jest droga.

"Życie jako cykliczny proces destrukcyjno-budujący podlega pytaniu co początkuje ten proces destrukcja czy budowa ? Sugerując się stwierdzeniem „destrukcja dominuje” wyciągamy wniosek, że same narodziny są aktem destrukcji człowieka a jedyną budującą siłą są walory życia."

"Bardzo ładnie powiedziane, ale jak rzekła młodziutka Cerro do księcia Vridanka na ich pierwszej schadzce: ładna to rzecz, ale czy ma jakieś zastosowanie praktyczne?"

     Otóż życie jak dla mnie to długa przejażdżka, więc warto rozkoszować się drogą, wybrać ją jak najdłuższą. Dzisiaj czuję to jak nigdy. Wyboje, progi zwalniające, brak towarzyszy podróży. Moja podróż aktualnie się wydaje,  jakby cierpiała na wszystkie te problemy. 
     Jednakże okazuje się, że jest to chwilowe odczucie, niepoparte praktyką. Wystarczyło pół godziny aby okazało się, że jedyne co się stało, to przebita opona, którą zaraz inni użytkownicy drogi pomogli mi wymienić, a nawet pokazali dalszy kierunek. Tym samym dali o wiele więcej niż pomoc, klucze i zamienne koło. Zostałem obdarzony spokojem, nadzieją i perspektywą dalszej wycieczki życia.
     Uwielbiam takie momenty w życiu. Ponieważ kiedy już się wydaje, że gorzej być nie może, że kochana już nie wróci, pracodawca się odwraca, a ty nic nie umiesz na egzaminy, znajduje się złoty środek, strużka światła. Tą wiecznie pozytywną latarnią są nie kto inny, jak przyjaciele. Wystarczy tylko nie zapomnieć o nich, a oni nie zapomną o tobie. Poza tym, trochę adrenaliny też się przydaje, ścisk w gardle z powodu niepewnych uczuć i przyszłości pobudza do istnienia, daje znać, że serducho bije, a to co widzisz wokół siebie, jest prawdziwe, że nic w Matrixie się nie psuje. 
     Przydałaby się jakaś dobra wena, temat na który się rozpiszę, tęsknię za tym.





d o    u s ł y s z e n i a

poniedziałek, 19 lutego 2018

Mam branie jak wędkarz

  Kiedy przeszło 5 lat temu zakładałem tego bloga, byłem chłopcem uczącym się na własnych błędach, nie wiedzącym, czego w życiu chce, nie rozumiejącym siebie. 
Czy coś przez ten czas się zmieniło?
   Tak.
No to teraz opowiadaj co i dlaczego wróciłeś.
  
  Głównie to pragnę pogadać na temat seksualności. Bardzo trudny temat nadal w polskich realiach społeczno-poglądowych. Idealnie się składa - takie było moje założenie ideowe pięć lat temu, siadając do klawiatury komputera, aby poruszać tematy jakie chcę, niezależnie czy trudne, czy banalne, czy dziecinne, czy jakiekolwiek, miałem mówić o swojej głowie. 
  Tak więc, co mi się takiego przytrafiło? Poznałem swoje granice - w kwestii intymności fizycznej i uczuciowej. Zarówno wobec płci przeciwnej i tej samej.
  Wobec kobiet moje uczucia są takie same jak w przypadku 95.1% mężczyzn w polsce - jestem czysto heteroseksualny, nacjonalistycznie wręcz (żart, żeby nie było). Dowiedziałem się też o sobie ciekawej rzeczy. Nie potrafię po prostu i z czystym sumieniem przespać się z kobietą bez żadnych zobowiązań. Jestem romantykiem, który potrzebuje przywiązania uczuciowego. Dla mnie kontakt z innym człowiekiem to nie zabawa, swoje znajomości, te od poziomu przyjaźni i wyżej, traktuję poważnie, dla mnie ludzie są ważni i ich szanuję, ponieważ tego samego spodziewam się w zamian. 
  Teraz zaczyna się wisienka na torcie, czyli moje kontakty z mężczyznami. And boy oh boy, this may be interesting!
  Mój pierwszy kontakt z osobą homoseksualną miał miejsce w czasach gimnazjalnych, ostatni rok nauki w tej nie instniejącej już instytucji. Dajmy mu na imię Andrzej, jego prawdziwe imię było totalnie ciekawsze, więc nie pójdzie się domyślić nikomu kto to. Poznaliśmy się z Andrzejem na koncercie, rozmowa szła gładko, po męsku, o kobietach i tym co nam się podoba, w tamtym momencie nigdy bym nie domyślił się, że samymi kobietami zainteresowany on nie jest. Wręcz przeciwnie, w końcu miał swoje poglądy na temat wymiarów i ergonomii ciała, koloru oczy, włosów, nawet rozmiaru butów. Lubił kobiety konkretne, stanowcze i pewne siebie, najbardziej aktorki. Ale ale, kiedy wyszedł przede mną z szafy? Otóż była to dla mnie niespodzianka, kompletnie niespodziewana, kiedy to odwiedziłem go w jego domu. Wchodzę do jego pokoju, jedna ściana zajęta zdjęciami modelek, pięknych zresztą, ale ubranych w stroje projektanckie, na wybiegach. Ale większą uwagę przeciągała ściana przeciwna, ze zdjęciami modeli. Nagich. O fizjonomii od chudych chłopaków w wieku studenckim, po dobrze zbudowanych mężczyzn. Na biurku masa zdjęć, przy monitorze aparat z zapasowymi kartami pamięci obok. Tego się spodziewałem, mówił mi że jest fotografem, ale nie mówił jakim. Po paru piwach jednak wytłumaczył mi, skąd jego zainteresowanie modelingiem męskim bardziej niż kobiecym i dlaczego w takiej formie. Dzisiaj jak o tym myślę, to wręcz uśmiech się pojawia, że taki zbieg okoliczności - gej fotograf, nie jedyny taki którego znam. 
  Kolejnym był sprzedawca w pewnym sklepie, do którego często chodziłem. Okres licealny, koniec drugiej klasy bio-chemu. Niech będzie mu na imię Jerzy. On nie krył się z niczym, pewnego razu nawet weszła otwarta rozmowa w której dowiedziałem się o jego chłopaku(dla niego dobry imieniem będzie Cezary), którego często mijałem w tym sklepie. Najciekawsze było że jego partner nie spuszczał mnie nigdy z oka kiedy tylko ja i on byliśmy w miejscu pracy Jerzego. Też Cezary zawsze mi pomagał w wyborze produktów, uśmiechał się do mnie, ale kiedy zbliżałem się do kasy, robił się bardzo zazdrosny. Tutaj historia bez żadnych przewrotów, pewnego dnia zaczął się rok maturalny, masa pracy, nawet nie zuważyłem kiedy wyjechałem na studia.
  Studia, tutaj pojawił się przełom i przemiły, otwarty chłopak imieniem Olek. Pewnego dnia go odwiedziłem. Zaczęliśmy pić, rozmowa się rozkręciła, wymieniliśmy się poglądami, upodobaniami i doświadczeniami. Sprawdzał mnie, bardzo intelignetnie przy tym. Zadawał odpowiednie, niekonkretne pytania, które dały mu do zrozumienia, że może bez problemu przynać się, jakiego jest "ukierunkowania". Tutaj jednak coś się stało, nic wielkiego, niewinnego wręcz. Zabalowaliśmy, późna godzina, brak sił na powrót do domu, łóżko jedno, nas dwóch. No co zrobić, na podłodze na chama spać nie będę. Położyliśmy się, minęło kilka minut a Olek już zasnął, ale po chwili też się do mnie przytulił. Nie potrafiłem powiedzieć nie, ale też wyznaczyłem granice. Nauczyłem się wtedy, że jednak zbliżenie do faceta nie jest dla mnie możliwe.
  Wszystkich tych znajomych coś łączyło - fakt że byłem dla nich albo atrakcyjny, jak w przypadku Andrzeja i Cezarego, albo po prostu byłem jednym z niewielu któremu nie przeszkadzała ich seksualność i mogli mi zaufać - Jerzy i Olek.
  
  Tutaj też tłumaczy się temat dzisiejszego postu - póki co każdy znany mi gej próbował stworzyć ze mną jakikolwiek typ związku. Trochę mi z tego powodu smutno. Głównie dlatego, że są mniejszością, która nie może być otwarta z powodu obecnego rozwoju światopoglądowego Polaków. Nie mają dużo wyboru. Za to nie jest to już rok 2014, kiedy opublikowałem podobny tekst, a on po prostu pewnego dnia znikął, ja przez pewien czas nie miałem dostępu do skradzionego konta. Miejmy nadzieję, że teraz bedzie inaczej - w końcu świat się zmienia. 


Niedługo kolejne, do usłyszenia.