Wiosna nadejszła. Może i już dawno, ale nie miałem czasu napisać coś czegoś itp. itd. No tak jakoś... SIEMA! No to o czym by tu...
W połowie kwietnia zacząłem jeździć na rowerze. Z roku na rok coraz gorzej przejechać przez miasto! Kilka dróg zablokowanych - "Właśnie przeprowadzane są prace remontowe odcinka drogi na ulicy Kościuszki - przepraszamy za utrudnienia." Bla bla... Dwa lata temu wyłożyli ładny bruk który powoduje że samochody skaczą a teraz go rozkopali bo mają takie "widzi mi się". Nie no w zupełności to akceptuję i szanuję bo te stare rury by długo nie wytrzymały a kasa z Unii jest jedno razowa - albo bierzesz albo spadasz - więc musieli za te pieniążki pokopać.
No dobra ale remonty to mały problem bo ich mało. Większym problemem są "ślepi pieszy". Ja tu wracam kulturalnie wracam ze szkoły rowerem lux że maks itp. a tu kobieta widzi mnie że jadę nagle się odwraca do wystawy sklepowej, staje w jednym miejscu a ja nic innego nie mogłem zrobić bo ciasno było jak się zatrzymać i tak hamowanie po hamowaniu. Ale głupi nie byłem i jak powtórzyło się to drugi raz (z dziesięciu) to jechałem 10 na godzinę i był spokój. Nawet nie wiecie jakie to jest denerwujące kiedy muszę na chodniku najbardziej uważać bo to ja - rowerzysta - muszę uważać na innych bo cała odpowiedzialność idzie na mnie w przypadku wypadku. Dla świętego spokoju zacznę jeździć ulicami żeby nikt się nie denerwował że "Ty pieprzony chuliganie ale ty nie ostrożny!" kiedy to ten dupek na chama zaszedł mi drogę wiedząc że jechałem.
Należy Wam się długi post bo mnie długo nie było.
Kiedy za oknem zaczynały się roztopy, temperatura rosła, "Romeo i Julia" czekali na przeczytanie i głupie pomysły na lato tłoczyły się w głowie ("Gdy zaczyna się lato a z latem wakacje...") "Zabili Mi Żółwia" już ogarnęli Polskę ze swoim kawałkiem "Wiosna". DOBRA KUPIĘ WAM DRUGIEGO ŻÓŁWIA ALE SPRAWCIE ABY TA PIOSENKA PRZESTAŁA ISTNIEĆ. Tak bardzo jej nienawidzę bo tak bardzo do mnie pasuje - wręcz cały walony tekst tego walonego kawałka opowiada mi o mojej pewnej histori ale już stahp, bo "gimbus się wyżala o miłości a nawet nic o tym nie wie." Może i łatwo wpada w ucho i nawet jest fajna no ale żeby nie ten tekst no ja piernicze...
Na podwórku jest zajebiście gorąco. Nałożę glany.
Bo taką własnie teraz wyznaję zasadę. Od kiedy przysłali mi moje trampoloty Steele wychodzę w nich kiedy mam na to okazję - może dla przykładu dziś nieźle się w nich napociłem ale za to szybciej zrzucę niepotrzebną masę. No ale gdybym nie łaził ciągle na słońcu taka sytuacja by się nie zdarzyła - na cieniu nawet chłodno było. Mimo wszystko kalosze zajebiste, wygodne i jestem z nich zadowolony.
Nogi bezpieczne ale teraz gitara...
Zbieram i zbieram ale hajs się nie zgadza... Zawezmnę wreszcie gitarę i idę na ulicę grać bo w takim tempie nowej gitary mieć nie będę przez kilka lat. Jak mi się uda to może i w dwa lata coś porządnego sobie zafunduję... Ale to przyszłość, czyli wymiar czasu bardziej dręczący niż przeszłość czyli o tym nie gadamy.
Dobra. Wygadałem się. Pis Joł.
